niedziela, 3 czerwca 2012

B-TOON

Industrial/cyber-dodajcochcesz w rozumieniu subkultury to przede wszystkim muzyka elektroniczna. Pół biedy, jeśli artysta jest w miarę kumaty i potrafi kawałek zgrać nie popadając w przesadę. Niestety multum jest niespecjalnie udanych zespolików, które z jednej strony raczą nas muzyką godną pierwszej lepszej techno-mordowni, z drugiej niezbyt korzystny efekt starają się poprawić growlem lub inną formą zdartego wokalu, która w zamierzeniu ma nadawać muzyce odpowiedniego klimatu. Nawiasem mówiąc brzmi to zazwyczaj jak zarzynany prosiak skrzyżowany z pralką. Jednym słowem o dobry zespół jest ciężko. Zachowując minimum zdrowego rozsądku i choć odrobinę selekcjonując muzykę z miejsca większość początkujących twórców należałoby pożegnać.

Drugą stroną medalu jest industrial rock czy metal. Tutaj nie jest niestety lepiej; kilka naprawdę świetnych zespołów znanych na cały świat, kilka kojarzonych raczej przez osoby "z klimatu" i całe, niezmierzone i nieskończone morze miernoty.

Polska scena na tle tego wszystkiego nie wypada na szczęście najgorzej. Niemniej ten typ muzyki wciąż nie jest u nas wybitnie popularny, dlatego dość ciężko o oryginalny, wpadający w ucho kawałek. Chociaż rodzimym twórcom udaje się zazwyczaj uniknąć pułapki nieskończonych powtórek, to jednak wciąż jest tego wszystkiego bardzo mało.

Skacząc po różnych dziwnych plikach w sieci dokopałem się jednak do zespołu, który wyraźnie ma pomysł na to, co chce grać. Co więcej; zespół, który przy odrobinie szczęścia ma okazję się wybić i ustanawiać trendy... Panie i panowie, przedstawiam Wam Wrocławską formację B-TOON, grającą muzykę, którą sami muzycy określają, jako... postapokaliptyczne country.


Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z zespołem, miałem bardzo mieszane uczucia. Country zasadniczo nie kojarzy mi się najlepiej. Spodziewałem się raczej skocznej, wiejskiej muzyczki próbującej tekstem nadrobić to, czego nie zdołała osiągnąć muzyka.

Twórczość B-TOON jest jednak inna. Powolna, ciężka, leniwa przede wszystkim zaś, choć nie trawię tego określenia, niesamowicie mroczna. Pierwsze skojarzenie, jakie nasunęło mi się w trakcie słuchania EP-ki Wasteland to Black Label Society, niemniej muzyka tych dwóch artystów jest podobna tylko na pierwszy rzut oka. Słuchając gitary aż cisnął się na usta cytat z pewnego anime; "Ten człowiek gra, jakby wiedział, że gdzieś na świecie jest produkowana bomba atomowa". Cóż, w przypadku B-TOON ta bomba nie tylko została wyprodukowana, ale zdążono już ją zdetonować.


Całość ciężko jednoznacznie zdefiniować. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że projekt jest zupełnie inny od wszystkiego, czego do tej pory słuchałem. Dowód na to, że da się stworzyć jeszcze coś świeżego, oryginalnego i klimatycznego. Muzyka zgrabnie łączy elementy bardzo ciężkie z odrobiną nienarzucającej się elektroniki, zazwyczaj niemożliwej niemal do zauważenia. Wokal nie jest agresywny, po prostu płynie, ale jednocześnie daleko mu do smętnego zawodzenia. Z całą pewnością jest nad czym zawiesić ucho. Ostatecznie Polak potrafi.

Dużym plusem jest też fakt, że cała twórczość B-TOON jest dostępna za darmo na ich stronie. Osobiście polecam i zapraszam TUTAJ. Dla bardziej leniwych na zakończenie jeden z kawałków;






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz