Było sobie ACTA. Jeśli nazwa nic Ci nie mówi; gratuluję, prawdopodobnie jesteś pierwszym człowiekiem na Ziemi, który przeżył długotrwałą hibernację.
W skrócie; było sobie takie porozumienie, nad którym prace rozpoczęto już w 2007 roku. Nikt jednak o tym zbytnio nie mówił, bo wszelkie negocjacje były tak tajne, że o większości spotkań nawet nie informowano. Kilka portali próbowało nagłośnić sprawę, ale żadne "poważne" media nie zainteresowały się sprawą; było multum innych newsów, nikomu nie przyszło do głowy, że na tym też można nabić oglądalność.
Konkretniejsze strzępy informacji zaczęły przeciekać dopiero w 2010-2011 roku, natomiast boom na ACTA pojawił się dopiero gdzieś na początku 2012 roku przy niemałym udziale serwisów społecznościowych. Popularne zrobiły się protesty, na które rząd reagował raczej niemrawo, nieprzyzwyczajony do obywateli, którym o coś chodzi. Niestety, było już nieco zbyt późno i ACTA Polska podpisała 26 stycznia 2012 roku w Japonii.
Spora część protestów miała znamiona owczego pędu. Pojawiały się hasła takie jak "[KOMENTARZ USUNIĘTY PRZEZ ACTA]", czy obrazki przedstawiające funkcjonariuszy w mundurach z napisem "ACTA" łapiących niewinnych obywateli. Wszystko to definitywnie dowodziło kompletnego braku zrozumienia tego czym ACTA właściwie jest. Jedną z ciekawszych idei, promowaną przy okazji zbierania podpisów pod wezwaniem do referendum, było żądanie bojkotu płatności za internet w imię walki z tym porozumieniem. Niemniej nawet jeśli większość protestujących niespecjalnie ogarniała co się właściwie dzieje, samo zagrożenie było (i jest!) jak najbardziej realne, zaś demonstracje były bezprecedensowe w naszym społeczeństwie.
Ale, ludzie poprotestowali, media przestały bić pianę wokół tematu... I sprawa ucichła. Nie oznacza to jednak, że temat został zamknięty.
Dyskusja na temat ACTA wzniosła się na wyższy szczebel - do Parlamentu Europejskiego. Europosłowie są najwyraźniej nieco bardziej rozgarnięci, niż nasi rodzinni politycy. Stronnictwa lewicowe i centrowe są zdecydowanie przeciw ACTA. Nawet najbardziej restrykcyjne chrześcijańsko-konserwatywne, prawicowe ugrupowania zazwyczaj popierające wszystkie przepisy zwiększające kontrolę nad obywatelami nie chcą przyjąć porozumienia w obecnej formie. Wzywają natomiast do dalszej dyskusji i "naprawienia" ACTA.
Pomysł nie jest nowy. Przewijał się chociażby w Polsce, ale też w kilku innych państwach. Z grubsza chodzi o to, żeby ACTA przyjąć, ale zapewnić sobie odpowiadającą nam możliwość interpretacji przepisów.
Niestety, szanse na powodzenie takiego podejścia są dość nikłe. Przede wszystkim dokumenty z negocjacji ACTA wciąż są niejawne. Tak więc de facto nie wiemy w oparciu o co zapisy ACTA miałyby być interpretowane. Poza tym same negocjacje odbywały się za zamkniętymi drzwiami i w bardzo wąskim gronie nie bez powodu. Chodziło o to, by zbyt wiele osób nie wtrącało się z nieodpowiednimi pomysłami w treść porozumienia. Wiara w to, że można "oszukać" system przyjmując niekorzystną umowę i odwracając później kota ogonem wydaje mi się nieco dziecinna.
Obawiam się jednak, iż próba naprawy ACTA odbije się na jednorodności świata cyberprzestrzeni. Już przy ostatnich protestach dało się zauważyć ludzi nie widzących w ustawie żadnego problemu i przekonanych, że im właśnie ukazała się prawda objawiona; są jedynymi mędrcami w świecie głupców. Jeśli zostaną wprowadzone jakieś zmiany, pojawią się kolejne podziały; jedni uznają to za zwycięstwo, inni będą nawoływać do dalszej walki, inni z kolei zasiądą do dyskusji nad kolejnymi zmianami.
W efekcie uzyskamy zszytego z byle czego Frankensteina - nie wiadomo, jakiego bałaganu zombiak ów może narobić.
Osobną kwestią jest sama sprawa piractwa i kradzieży własności intelektualnej... Niemniej wydaje mi się, iż ta sprawa zasługuje na osobną wypowiedź.
Do jakiego wniosku dojdą europosłowie? Chociaż większość partii jest przeciw, to jednak ostatecznie liczyć się będą głosy pojedynczych deputowanych. Nic nie jest więc przesądzone. Miejmy nadzieję, że to monstrum zostanie potraktowane jak na monstrum przystało; potężny cios belką i zakopać w lesie.
Jak sądzę; ciąg dalszy nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz